MAC Dazzle eyeshadow – sprasowany pigment 12


Mogę śmiało powiedzieć, że Dazzle eyeshadow od MACa należy do moich odkryć, jednak nie rozumiem tego, dlaczego taki produkt jak te cienie zostały wpuszczone do Europy jako edycja limitowana? Pytałam o te cienie w Niemczech, we Francji i Hiszpanii. Niestety ani widu, ani słychu o nich, a ja będę musiała zadowolić się tym jednym, jaki udało mi się dorwać . Dlaczego tak bardzo pragnę ich więcej? Zapraszam do dalszej części wpisu.

 MAC Dazzle eyeshadow – Let’s Roll: 

Opis producenta: 

Cień do powiek z bogatym, prawdziwym prasowanym pigmentem, który nadaje piękny, migotliwy blask. Kolekcja Dazzleshadow ma w ofercie przepiękne odcienie, które są bogate w prawdziwe pigmenty, które przylegają do skóry przy minimalnym muśnięciu, nadając oczom piękny w szybki sposób połysk. Kremowa formuła jest łatwa w aplikacji i  nadaje fakturę, tworząc wielowymiarową, powierzchnię odbijającą światło, która pozostawia powieki olśniewające.

Moja opinia: 

Zaczynając od opakowania, produkt standardowo zapakowany jest w czarne kartonowe pudełeczko, które na przedzie ma wycięty otwór przez który możemy zobaczyć kolor naszego cienia. Po wyjęciu produktu z opakowania ukazuje się nam malutkie pudełeczko zamykane na click. Na wieczku widnieje logo marki, a samo opakowanie produktu jest solidne, otwieranie pudełeczka z cieniem nie stanowi trudności i nie trzeba przy tym łamać swoich paznokci.

Jeżeli chodzi o sam produkt jest to sprasowany pigment. Jego konsystencja jest lekka i kremowa, łatwo się rozprowadza ale jak dla mnie bardziej się sprawdza bardziej na wykończenie makijażu lub jako akcent. Pigmentacja jest genialna, ale tylko wtedy gdy nakładamy kosmetyk palcami, nakładany pędzlem daje pół transparentny efekt. Nie zmienia to faktu, że cień przepięknie migocze i połyskuje nadając makijażowi niezwykłego charakteru.

W zależności od tego jak pada światło cień zmienia kolor. Co wygląda naprawdę niesamowicie w makijażu, bo efekt kameleon to mało powiedziane. Nakładany na bazę się nie osypuje – pigmenty sypkie niestety lubią się osypywać w ciągu dnia. Jego zaletą na pewno jest wydajność, cień jest niezwykle wydajny przez swoją gęstą, kremowa konsystencję. Jednak gęsta konsystencja nie stanowi problemu w rozprowadzaniu produktu na skórze. Bardzo mi się też podoba forma, że jest to prasowany pigment, ponieważ wiele razy zdarzyło mi się, że w transporcie gdzieś słoiczek mi się otworzył i połowa produktu mi się wysypywała bezpowrotnie…

Pigment Let’s Roll – na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie, że jest kolorem bordowym. Jednak w zależności od padania światła dostrzec można różnorodne drobinki, które mienią się w kolorze miedzi, różu, czerwieni czy złota. To zdecydowanie nadaje wyjątkowości temu cieniowi. W poprzednim tutorialu padło wiele pytań, jakiego cienia użyłam – jednak z racji, że tego cienia nie ma w sprzedaży, bo jak na samym początku powiedziałam na nasz rynek został on wpuszczony jako limitka, dlatego nie podałam tego cienia w spisie użytych kosmetyków. A tak cień prezentuje się na powiece:

Świetnie też wygląda na czarnej bazie. Jedyne co mi odrobinę przypomina te cienie to paleta UD Moondust – ale tak szczerze? To już nie ta jakość… owszem nawet kolor jest podobny, ale mają zupełnie inną konsystencję, ta mi dużo bardziej odpowiada. Pod wpływem ciepła palców czuć tą kremową formułę.

Podsumowując: 

Jak gdzieś będziecie mieli możliwość zakupu tych cieni bierzcie w ciemno. Ja kupiłam jeden na próbę, a gdy wróciłam po więcej już ich nie było. Świetnie się sprawdzają zarówno do delikatnych, klasycznych makijaży jak i do mocnych smokey. Jestem nimi zachwycona i będę poszukiwać odpowiedników, chociaż jestem świadoma, że z tym może być ciężko…


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

12 komentarzy do “MAC Dazzle eyeshadow – sprasowany pigment