Księżycowa tęcza czyli cienie Urban Decay ‚Moondust’ 24


Dzień dobry Wszystkim!

Po raz kolejny przychodzę z recenzją palety cieni, jednak tym razem jest to nieco inna paleta od zwykłych cieni. Czemu ta paleta jest taka niezwykła i czy aby na pewna ta niezwykłość mnie zachwyciła? Tego dowiecie się w dalszej części wpisu, na którą zapraszam.

Na początek kilka słów od producenta:

Kiedy po raz pierwszy zaprezentowaliśmy światu Moondust Eyeshadow, wszystkie fanki makijażu ogarnął szał. Niespotykana wcześniej innowacyjna formuła Moondust zawiera bardzo małe, połyskujące cząsteczki brokatu, które zapewniają (DOSŁOWNIE!) olśniewający efekt. Teraz proponujemy Wam coś, co doprowadzi Was do prawdziwej ekstazy. Nasze fanki kochają połysk – tak samo jak my! W czasie, kiedy przygotowywałyśmy naszą formułę Moondust, ze wszystkich stron docierały do nas błagania o opracowanie całej palety cieni Moondust. To była nasza szansa na przeprowadzenie eksperymentu z nowymi kolorami, których wcześniej nie używałyśmy, takimi jak zieleń czy niebieski. Dodatkowo każdemu cieniowi nadałyśmy blask, od którego aż kręci się w głowie! Konsystencje są zmysłowe i delikatne. Spojrzenie jest seksowne, powieki mienią się drobnymi iskierkami, a kolory nabierają nowego znaczenia i głębi.

Urban Decay przedstawia pierwszą paletę Moondust Eyeshadow—wypełnioną do granic możliwości nowymi kolorami. Myślałyście, że Wasze uzależnienie od naszych najbardziej połyskujących cieni sięgnęło zenitu? Poczekajcie, aż zajrzycie do środka najbardziej oczekiwanej palety – Waszym oczom ukaże się migotliwa, księżycowa tęcza! Począwszy od cienia o nazwie Element (w pięknej brzoskwiniowej barwie z chłodną poświatą), poprzez Lightyear (postarzona, nasycona zieleń), aż po Galaxy (idealnie przydymiony niebiesko – szary).

Oczywiście postawiłyśmy na pełne księżycowego blasku opakowanie, które fascynuje w równym stopniu jak jego zawartość. Na wierzchu logo „Moondust”, a wewnątrz pełnowymiarowe lusterko, pozwalające każdej maniaczce iskierek zawsze i wszędzie zaspokoić swój głód połysku.

Gramatura: 8 x 0,7g (8 x 0,02 US oz.)
Cena: 269 zł

Moja opina: 

Po informacji, że ta paleta będzie w sprzedaży w PL postanowiłam, że będzie moja. Długo nie musiałam czekać 3 miesiące później była już moja. Czy było warto? Mam paletkę 2 lata więc chyba mogę się wypowiedzieć na jej temat.

Ale zaczynając od początku paleta zapakowana jest w kartonowe pudełko, które mieni się w kolorach tęczy. Samo opakowanie już nam zdradza, że w środku mamy coś wyjątkowego.

Po wyjęciu produktu z kartonu ukazuje nam się przepiękna kasetka z logiem marki i nazwą palety. Całość zdobi brokatowa, błyszcząca kasetka, która przyciąga wzrokiem. Po otwarciu kasetki ukazuje nam się 8 połyskujących, a właściwie migoczących cieni można powiedzieć że mienią się w kolorach tęczy od jasnych po te bardziej kolorowe i szalone.

W zestawie nie ma żadnego aplikatora natomiast wieczko zdobi duże lusterko. Paleta zamykana jest na klik, a sama kasetka jest wykonana bardzo solidnie. Upadła mi kilka razy samej palecie jak i jej zawartości nic się nie zdarzyło.

Co do konsystencji cieni, nie jest ona typowa. Same cienie w sobie są twarde ale z drugiej strony to nic dziwnego, skoro to sprasowany pigment typu Stardust inglotowski. Mimo tej twardości są bardzo kremowe i łatwo się nabiera je na pędzel czy palec. Jednak co też warto podkreślić wszystkie cienie mają taką samą pigmentację i jakość, nie zauważyłam żeby były cienie które bardziej wyróżniają się pigmentacją od drugiego, co też uważam za plus, bo z reguły w paletach cieni zawsze mamy swoich faworytów. Dodatkowo tą paletą jesteśmy w stanie wykonać makijaż na każdą okazję, gdyż dobór kolorystyczny cieni w tej palecie jest na tyle uniwersalny, że wszyscy powinni być zadowoleni, zarówno zwolennicy kolorów jak np. ja jak i osoby lubiące niezbyt kontrastujące makijaże.

Cienie mają wykończenie hmmm? Jakby to nazwać? Foliowo – brokatowo-metaliczne? Cienie mienią się tysiącami barw i drobinek, które na pewno świetnie będą wzbogacać i uzupełniać każdy makijaż, cienie mimo że są sprasowane są mocno zmielone, a najlepiej się je nakłada metodą na mokro zarówno pędzlem jak i palcem. Ja do tego używam mgiełek utrwalających makijaż np. z MACa czy Smashboxa.

Dodatkowo co warto wspomnieć przyklejone na powiekę tą metodą na pewno się nie osypią i nie znikną z powieki po kilku godzinach, a dodatkowo wzmocnimy ich intensywność.

Co znajdziemy w środku? 8 przepięknie połyskujących cieni, a każdy z nich wyjątkowy na swój sposób:

  • SPECTER – łagodny róż z błyszczącą poświatą,
  • GRANITE – spiżowy z wielokolorowym brokatem,
  • LITHIUM – brązowy z połyskującym efektem 3-D,
  • VEGA – jasny niebieski z błyszczącą poświatą,
  • GALAXY – przydymiony niebieskoszary z połyskującym efektem 3-D,
  • ELEMENT – brzoskwiniowy z różową poświatą i błyszczącymi drobinkami,
  • MAGNETIC – fioletowy z niebieskimi mikrodrobinkami,
  • LIGHTYEAR – wibrująca zieleń z błyszczącą poświatą.

Podsumowując: 

Uważam, że cienie są warte zakupu dla takiego freka kosmetycznego jak ja, ale nie tylko. Jak już powiedziałam cienie dodadzą blasku każdemu makijażowi, są komfortowe i w żaden sposób nie czuć je na powiece, nie dają uczucia ciężkiej powieki mimo spektakularnego efektu. Paleta wyjątkowa na swój sposób i w 100% rozumiem te zachwyty nad nią.  Jedyna wada to by mogła być troszkę tańsza, ale można przeżyć taki wydatek żeby mieć coś na prawdę wyjątkowego. Ja dałam za nią pełną kwotę i wcale nie żałuję.

 


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

24 komentarzy do “Księżycowa tęcza czyli cienie Urban Decay ‚Moondust’